czwartek, 7 lipca 2016

Rozdział 20

Ze specjalną dedykacją dla mojej kochanej Klaudii i jej mamy <3 To dzięki nim się spięłam i napisałam nowy rozdział.
Dziękuję, że jesteście :*



- Czy zmarły jest Pana rodziną?
- Nie. Tylko u nas pracował.
- Czy zachowywał się podejrzanie? Bał się czegoś?
Cisza.
- Proszę odpowiedzieć.
- Nie zauważyłem. Był rodzajem pustelnika.
- Więc dlaczego zaczął u Pana pracę?
- Bo mu ją zaproponowałem.
- Słyszę wahanie w Pana głosie.
- Nie ma żadnego wahania. Mówię to co wiem.
- Nie słyszał Pan żadnych krzyków, jęków, jakichkolwiek podejrzanych odgłosów.
- Nie.
- Podejrzewa Pan kogoś?
- Nie.
- Znowu słyszę wahanie w Pana głosie.
- Chyba już mówiłem, że nie ma żadnego wahania.
- Narazie byłoby tyle. Dziękuję.
Mężczyzna skinął głową i odszedł w stronę swojej żony.
Policjant odwrócił się do nich plecami i spojrzał na zwłoki przykryte czarną folią.
W zamyśleniu podrapał się po głowie.
Coś tu było nie tak. I nie chodzi tylko o zamordowanego człowieka, którego znaleźli w połowie zakopanego w ziemi.
Nie.
W powietrzu coś wisiało. Coś bardzo  niebezpiecznego.

2 godziny wcześniej

Sierżant Scott siedział w swoim biurze, pijąc zimną już kawę.
Znudzony przeglądał akta, dawno już rozwiązanych spraw.
Ziewnął.
Od paru miesięcy, policja nie miała nic do roboty.
Żadnych morderstw, kradzieży, bójek, a nawet drobnych przewinień. Nie działo się nic, do czego policja byłaby potrzebna.
- Scott? - drzwi się otworzyły, a w nich stanął dobrze zbudowany mężczyzna.
Był to Steve. Wspólnik Scotta.
- Dzwonili ze wsi "Angelovillago". Mają problem.
Mężczyzna poderwał się zza biurka, poprawiając kaburę.
- Jedziemy!
Wybiegli z komisariatu i skierowali się w stronę, zaparkowanego nieopodal czarnego Chevroleta.
- Co się dzieje? - zapytał Scott, kiedy znaleźli się w aucie i wyjechali z parkingu.
- Na prywatnej posesji, został zamordowany człowiek. Właściciel ziemi znalazł go pół godziny temu. Co najdziwniejsze, ciało nie jest porzucone. Ktoś zakopał je w pionowej pozycji... głową w dół.
Sierżant pokiwał głową, patrząc na zmieniający się krajobraz.
Murowane budynki, przemieniły się w szerokie pola i lasy.
Po niecałych dziesięciu minutach byli na miejscu.
W tym samym momencie przyjechali technicy.
Z dużego samochodu wysiadł ich patolog sądowy, Max Bergman.
W trójkę poszli w stronę miejsca zbrodni.
Zastali tam, już w podeszłym wieku, mężczyznę i kobietę.
- Witam. Scott Williams. Oddział kryminalny.
- Steve McGarett.
Starszy mężczyzna skinął głową nic nie mówiąc.
- Mam parę pytań - Steve zwrócił się do kobiety.
- Naturalnie.
Odeszli parę kroków dalej.
Scott ciężko westchnął. Jak zwykle pozostał mu mężczyzna.
- Zaraz przyjdę.
Odwrócił się na pięcie i podszedł do Maxa, obserwującego, wykopane już ciało.
- Co masz?
- Zamordowany jest mężczyzną. Wiek, około siedemdziesięciu lat. Zmarł przez uduszenie i przekrwienie mózgu - na chwilę urwał, by pokazać czerwone plamy na twarzy - kiedy napastnik, bądź napastnicy go zakopywali, ten żył, jednak był nieprzytomny. Kiedy odzyskał przytomność pomału już zaczęło brakować mu tlenu.
- Pogrzebany żywcem.
- Połowicznie.
Scott poklepał patologa po ramieniu.
- Dobra robota. Idę przesłuchać mężczyznę. Może coś słyszał.
- Powodzenia.


~~~


Byłam bardzo, bardzo daleko.
Odpłynęłam.
Gdzieś tam w oddali, ktoś potrząsał moim ciałem.
Jednak nie chciałam wracać.
Tu było mi tak dobrze.
Jednak potrząsania przybierały na sile.
Z wielkim trudem otworzyłam oczy i kilkakrotnie zamrugałam.
Czułam zaschnięte gardło.
Z wielkim trudem przełknęłam ślinę.
Przymknęłam powieki.
- Nie uciekaj od nas - usłyszałam głos.
Był bardzo znajomy.
Ktoś pomógł mi usiąść, a następnie przyłożył coś zimnego do ust.
Łapczywie zaczęłam pić, gasząc największe pragnienie.
- Gdzie jestem? - wychrypiałam.
- W bezpiecznym miejscu.
Skąd ja ten głos znam?
Moja głowa stała się strasznie ciężka, lecz niespodziewanie podniosłam ją do góry, otwierając oczy.
- Uriel! - powiedziałam z wielkim wyrzutem w głosie.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Ty świnio! - krzyknęłam odpychając go od siebie.
Zdezorientowany nie ruszył się z miejsca.
Podpierając się o ścianę, pomału wstałam, by nie stracić równowagi.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pod kolejną ścianą stał Charon.
- Ty też! - krzyknęłam w jego stronę - jesteście siebie warci!
Uriel najwyraźniej się otrząsnął, bo szybko wstał z ziemi i do mnie podszedł.
- Cii Rosie, spokojnie. Przeżywasz szok. Zaraz ci przejdzie.
- Co ty bredzisz? - warknęłam - sam jesteś jak jeden wielki szok. Jesteś...
- Rosalio, uspokój się - przerwała mi kobieta, której wcześniej nie zauważyłam.
Przyjżałam się jej uważnie.
Była to szczupła, wysoka kobieta, o jasnej karnacji. Swoje długie, brązowe włosy splotła w luźnego warkocza. Miała turkusowe oczy. Ubrana była w zieloną suknię, z delikatnego materiału.
- Dziękuję ci. Teraz wytłumacz tym dwóm panom o co ci chodzi, bo najwyraźniej nic nie rozumieją.
Spojrzałam z nienawiścią na "panów".
- Jedne drzwi nie zawierają pułapek, tak? Powiedz mi kochanie - zwróciłam się do Uriela - skąd wiedziałeś, które to są?
Przez sekundę nawet nie zastanawiałeś się, które otworzyć. Po prostu podeszłeś i poszedłeś. Bez jakiegokolwiek wahania.
Spojrzałam w stronę Charona.
- Ty mu powiedziałeś. Pomogłeś mu, a mnie pozwoliłeś gdzieś tam zginąć. Z każdym tak robisz? Na miejscu Wyroczni wywaliłabym cię na zbity pysk.
Spojrzałam to na jednego, to na drugiego.
- Jesteście beznadziejni - warknęłam.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie.
- Rose, zaczekaj! - krzyknął za moimi plecami Uriel - to nie tak!
Podbiegł do mnie i chwycił mnie za ramię.
- Każdy, kto idzie do Wyroczni, by poznać przepowiednię, musi przejść test. Ja nie potrzebuję przepowiedni, więc Charon powiedział mi, jak bezpiecznie i którędy przejść na drugą stronę.
Z chęcią, zabiłabym go wzrokiem.
- Nie dotykaj mnie.
Z ciężkim westchnieniem odsunął się ode mnie.
- Proszę. Chodźmy do niej.
Zacisnęłam usta i poszłam za nim.
- Wejdź tu - wskazał na drzwi - bądź miła.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
   Pomieszczenie zbudowane było na kształt okręgu.
Na przeciwko drzwi znajdował się kominek, przed którym stały dwa głębokie fotele.
   Jeden z nich był już zajęty.
Siedziała tam piękna kobieta w zielonej sukni.
- Ty jesteś Wyrocznią? - spytałam mocno zdziwiona, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Tak - delikatnie się uśmiechnęła, wskazując na drugi fotel, bym usiadła - a czego się spodziewałaś?
Wzruszyłam ramionami.
- Jakiejś stukniętej babki, przy szklanej kuli.
Głośno się roześmiałyśmy.
Wygodnie usadowiłam się w głębokim fotelu i spojrzałam uważnie na rozmówczynię.
Mimo roześmianej twarzy, jej oczy były smutne. Bardzo smutne.
- Coś cię trapi?
Pokręciłam przecząco głową.
- Chciałabym poznać moją przyszłość.
- Przyszłość o której ja mówię, nie jest idelnie przedstawiona. Musisz dokładnie słuchać mych słów, a następnie sama poznać ich znaczenie. Nie zawsze udaje się to na początku. Przeważnie wychodzi to po czasie.
Popatrzyłam w wesoło trzaskający ogień w kominku. Zastanawiałam się czy to aby napewno dobry pomysł, by poznać przeznaczenie.
Jednak nie miałam za dużo czasu do namysłu, ponieważ siedząca przede mną kobieta znieruchomiała, jej oczy zrobiły się puste i lekko rozchyliła usta.
Po chwili z jej ust zaczął wydobywać się szorstki głos.
Zmrużyłam oczy i całą uwagę skupiłam na wypowiadanych przez nią słowach.

Dwóch dzielnych wejdzie w najciemniejsze odmęty.
Jedno zawini
Drugie uratuje
Trzeci uda złego, by niewinnych chronić
Czwarty w szoku będzie
Piąty zginie
Jedno prawdę pozna
Drugie zostanie
Trzecie podwładcą będzie
Czwarte odejdzie

Po tych słowach kobieta zamrugała oczami i szeroko się uśmiechnęła.
- I jak?
- Dużo tego - powiedziałam - no i trochę niezrozumiałe.
- To normalne. Wszystko wyjdzie w praniu.
Pokiwałam smętnie głową.
Spojrzałam Wyroczni prosto w oczy.
- Boję się. A jeśli nie damy rady? Jeśli Finnickowi się uda? Wszystko będzie stracone.
- Musisz wierzyć. Wiara jest jedną z najważniejszych rzeczy. Jeśli nie wierzysz, nic ci się nie udaje.
- A jeśli... - urwałam, bo drzwi do pomieszczenia stanęły otworem.
   Do środka weszła młoda dziewczyna, z niedbale zaczesanymi włosami na bok.
- Jocelyn, mam kilka nowych wiadomości o... - przerwała.
Spojrzała na mnie szarymi oczami które, po sekundzie, wyglądały jak dwa spodki.
- Rosalia? A co ty tu robisz?
Zaskoczona otworzyłam usta. Skąd wie jak mam na imię i dlaczego jest taka zdziwiona?
- Izzy, zachowuj się.
Na policzki blondynki, wstąpił delikatny rumieniec.
- To ja może już, hm, pójdę. Tak. Tak myślę. Więc idę - machnęła mi ręką na pożegnanie i chyłkiem wycofała się z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
- Myślę, że będzie lepiej, jeżeli już pójdziemy - powiedziałam, podnosząc się z fotela.
- Ależ nie, nie - klasnęła w ręce - zostańcie przynajmniej na noc. Musicie odpocząć. Wędrówka do Podziemia bardzo was zmęczy.
Chwilę się zawahałam.
- Musiałabym spytać Uriela.
Machnęła ręką.
- On już o wszystkim wie. Izzy zaprowadzi was do waszych pokoi.
Wstała z fotela i skierowała się w stronę drzwi, które same się przed nią otworzyły. Na zewnątrz czekał Charon z Urielem i Izzy.
Charon, bawił się swoimi piszczelami, a Uriel rozmawiał z dziewczyną.
Poczułam ukłócie zazdrości. Obydwoje byli roześmiani i najwidoczniej pasowało im swoje towarzystwo.
Zacisnęłam mocno usta.
Ze mną prawie nigdy tak nie rozmawia.
A może to twoja wina?
W głowie odezwał mi się cichy głosik.
Może to ty nie pozwalasz mu na nic więcej? Jesteś tak zajęta Jamesem, że nie zwracasz na niego uwagi.
Zdenerwowana potrząsnęłam głową.
- Zamknij się! - warknęłam, jednak wyszło mi to ciut za głośno.
Wszyscy spojrzeli na mnie z niezrozumieniem.
- Ja, ja mówiłam do siebie - zaczęły mnie piec policzki.
Jocelyn machnęła ręką.
- Charon. Zaprowadź Uriela, do jego sypialni.
Mężczyzna skinął głową i machnął ręką na chłopaka, który bez słowa ruszył za nim.
Izzy zacisnęła usta w wąską szparkę. Widocznie przeszkadzało jej, że to nie ONA, ma zaprowadzić Uriela.
Niechętnie spojrzała w moją stronę.
- Chodź za mną.
Spojrzałam na Wyrocznię i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. Za wszystko.
Położyła rękę na moim ramieniu i spojrzała na mnie smutnymi oczami.
- Jeszcze porozmawiamy.
Po tych słowach zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu.
   Zaparło mi dech w piersi, kiedy weszłam do sypialni. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego, a zarazem tajemniczego pomieszczenia.
   Pokój był na kształt koła. Centrum zajmowało ogromne, wysokie łoże z kremowym baldachimem. Obok stał, z ciemnego drewna, stolik z pozłacanymi brzegami. Całą długość, prawej ściany, zajmowała wielka biblioteczka, wypełniona po brzegi, grubymi księgami. Na naprzeciwległej ścianie, była drewniana, zdobiona szafa.
   Podeszłam do niej i przejechałam palcami po rzeźbach. Były tam przedstawione historie herosów, jak i zwykłych, sławnych ludzi.
   Znajdował się tam Tezeusz walczący z Minotaurem, Herakles prowadzący Cerbera, Jazon trzymający złote runo, Odyseusz przepływający obok syren.
Piękne.
Po krótkim wahaniu otworzyłam szafę i jęknęłam. W środku, na każdym wieszaku wisiały sukienki. Od krótkich, prostych i skromnych, po długie suknie balowe.
- No chyba sobie kpicie - mruknęłam pod nosem i zaczęłam między nimi przebierać.
Po chwili wyciągnęłam grecką białą suknię bez rękawów, przepasaną złotym plecionym paskiem.
Muszę przyznać. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju i znalazłam to, czego szukałam. Ciężkie drewniane drzwi, prowadzące do łazienki.
Rzuciłam plecak w kąt, przerzuciłam sukienkę przez ramię i pomaszerowałam w ich kierunku.
   Czy mieliście kiedyś tak, że wracacie do domu po całym dniu ciężkiej pracy? Jeżeli tak, to poewnie wiecie jak wspaniałym uczuciem jest kąpiel w gorącej wodzie. Z chęcią bym to opisała ALE brakuje mi słów. Jest to taki stan, kiedy człowiek zapomina o całym świecie i męczących go problemach.
Więc pewnie także wiecie, jak to jest kiedy woda stygnie i robi się nieprzyjemnie chłodno.
   Z ciężkim westchnieniem wyszłam z wanny i szczelnie opatuliłam się ręcznikiem. Podeszłam do lustra i przeczesałam palcami włosy. Potrzebowały pożądnego wyczesania.
Wyszłam z łazienki, by po chwili wrócić z niewielką kosmetyczką. Czesząc kolejne pasma, mój wzrok przyciągnął sporych rozmiarów kufer, stojący na umywalce.
 Przez chwilę ze sobą wlaczyłam, jednak po czasie ciekawość zwyciężyła. Delikatnie uchyliłam wieczko i zaniemówiłam. W środku było pełno kosmetyków. Wzięłam do ręki tusz do rzęs. W oczy rzuciły mi się wielkie, złote litery.

Afrodyta. Kup tanio, jednak czuj się jak prawdziwa bogini.

Uśmiechnęłam się pod nosem.
Chyba nikt się nie obrazi, jeśli to pożyczę?
Chciałam w końcu poczuć się... hm... piękna.
Założyłam przygotowaną wcześniej sukienkę.
Muszę przyznać, że leżała idealnie. Delikatnie pomalowałam rzęsy i przejechałam usta cielistym błyszczykiem. Spojrzałam krytycznie na pofalowane włosy. Przeżuciłam je na jeden bok i zaplotłam warkocza. O wiele lepiej.
Dumna spojrzałam w lustro.
Ktoś delikatnie zapukał do drzwi.
- Rose? - usłyszałam głos Izzy - kolacja.
- Idę!
Po raz ostatni się przejżałam i wyszłam na korytarz.
   W jadalni znajdował się już Uriel. On także się odświeżył i przebrał.
Wyglądał naprawdę bosko. Obok niego stała Jocelyn i zawzięcie mu coś tłumaczyła, wskazując palcem po kartce, która potem okazała się mapą.
- Rosalia - uroczo się uśmiechnęła - wreszcie możemy zasiąść do kolacji.
Wskazała ręką na stół, zastawiony różnymi potrawami.
Uriel odwrócił się w moją stronę i chyba zaniemówił, bo zrobił naprawdę głupią minę.
- O. Tak. Hm. Więc. Ładnie wyglądasz.
Poczułam jak na policzki wstępują mi dwa rumieńce. Niezbyt często słyszy się takie słowa, od anioła stróża.
- Dzięki - spóściłam wzrok i poszłam za Jocelyn.
Kątem oka zauważyłam jak twarz Izzy, wykrzywia grymas.
Oj. Chyba komuś podoba się blondwłosy chłopak.
Zajęłam miejsce po lewej stronie Wyroczni, a Uriel po prawej.
- Charona nie ma? - zapytałam, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- Nie. Charon nie jada kolacji.
Pokiwałam głową i zapatrzyłam się w talerz.
Niespodziewanie kobieta się zakrztusiła. Spojrzałam na nią wystraszona. Zastanawiałam się, czy poklepać ją po plecach. Już podnosiłam rękę, jednak ta pokręciła głową.
- Już wszystko w porządku - powiedziała słabym głosem - powiedz mi, skąd masz ten łańcuszek.
Samowolnie moja dłoń powędrowała w stronę szyji. Dotknęłam zimnej zawieszki, którą było złote serduszko.
Co mogłam jej powiedzieć?
Przeszukiwałam rzeczy moich rodziców i czytałam prywatną korespodencję, gdzie w jednej z kopert był łańcuszek? Potem go sobie przywłaszczyłam.
- D-dostałam go.
- Od?
Zaczęłam gorączkowo myśleć. Uriel spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Najwyraźniej czuł, że coś kombinuję.
- Od dziadków.
- Ah. Bardzo ładny - znów miała swój spokojny głos.
Pokiwałam głową.
Zwróciła się do Uriela.
- Jutro z rana powinniście wyruszyć. Wszystko co jest potrzebne, wam zapakuję.
Cicho westchnęłam.
To co piękne, szybko się kończy.

4 komentarze:

  1. Boże dziękuję kochanie! :* :* To jest najlepsze!♥ Moja mama jest pod wielkim wrażeniem:* Kochamy Cię najmocniej mycha ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. ROZDZIAŁ CUDOWNY
    ZRESZTĄ JAK ZAWSZE ❤❤❤
    Z niecierpliwością czekam na next !!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo interesujący rozdział i bardzo ciekawie się zaczął, ten wywiad policjanta mroził mi krew w żyłach! Masz ogromny talent, tak trzymaj i czekam na dalsze części!

    www.SwiatUnderTwenty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń